home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-20

"Test pazerności;]"

Dzień ciepły, się wydłużył i jasno jest jeszcze około 22 godziny, w powietrzu czuć już wakacje, jednak do nich jeszcze parę dni nudy szkolnej. Na szczęście mamy weekend, który pozwala zagospodarować czas trochę inaczej. “Nasza paczka” została przekonana do wycieczki rowerowej, choć jeszcze po ostatniej trochę ubolewała, jednak każdy miał ochotę na wielką przygodę i bez “ofiary”, w formie odcisków, zmęczenia itp, się nie obeszło. Może nie będziemy robić jakiegoś ogromnego kółka, ale malutkie, na poprawę kondycji i “zgubienia” brzucha, który powstał po tych wszystkich smakołykach, jakie kuszą nas latem,wyrobimy.;] Chwilę zajęło mi przekonanie moich znajomych do owej wyprawy;] Nie jechaliśmy szybko. Powoli, rozglądając się wokoło i rozmawiając o wszystkich wydarzeniach mających miejsce w ostatnim czasie. Na początku wystartowaliśmy ścieżką rowerową;] Miło się po niej jedzie, tak gładko, bez żadnych dziur, można ją nazwać “autostradą rowerów”. Szybkość jest jednak tu nie wskazana, gdyż ową trasą chodzą także piesi. Tu mogliśmy zauważyć miłą Panią Srokę. Początkowo nie mogliśmy jej dostrzec, zauważyliśmy tylko jej cień na drodzę. Cwana schowała się wśród gałęzi i liści, była nie do wypatrzenia, jednak białe pióra ją zdradziły. Często mogliśmy usłyszeć o tym ptaku w bajkach. Zawsze przedstawionego jako złodzieja, “strojnisie”. Muszę przyznać, że dopiero dziś dowiedziałam się,a raczej potwierdziłam, że jest to prawda. Razem z przyjaciółmi zrobiliśmy mały test! Zostawiliśmy kawałek świecącego metalu, który najprawdopodobnbiej służył do wabienia ryb(rybki lubią kolorki, przypominał kolorowe łuski, a może pancerz jakiegoś żuczka,ich przysmaki,, toteż rybki się kusiły), a znalazłam go u siebie w garażu i przyczepiłam do plecaka;] Trudno było mi się z nim rostać, był tak barwny, mienił się w Słońcu,ale chciałam zobaczyć cóż się stanie;]Toteż położyliśmy to na ziemi, w pełnym Słońcu, aby jak najbardziej wyeksponować jego walory. Poczekaliśmy pięć minut, a owy kawałek metalu jakby nadawał sygnał do sroki, nie mogła się oprzeć. Schowani w zaroślach obserwowaliśmy. Najpierw podleciała, rozejrzałą się dookoła, czy nikogo nie ma. Poskakała koło tego, zbliżyła łepek, przyglądnała się, dziobnęła dwa razy. Po czym powtórnie się rozejrzała, jakby miała się upewnić czy nikt nie patrzy i CZABAS w dziób, już sroki nie było, ani wabika. Tak też mit ten jest prawdziwy. Sroka lubi wszystko co się świeci. Zaniosła to zapewne do swojego gniazda, ciekawe ile tam ma takich “bajerów”? Może kiedyś uda nam się zobaczyć jej gniazdo, a w nim znajdzie się także mój kolorowy kawałek metalu? Często także się określa ludzi, “jaka sroka”, znaczy to, że taki osobnik dotyka i bierze do ręki wszystko co się świeci, lubi takie świecidełka, prawie tak jak wyżej opisałam;] Troszkę śmiechu było z tego powodu,jednak pojechaliśmy dalej. Nie odzyskam już mojego przedmiotu, ale dla takich obserwacji, warto było go poświęcić;] Jechaliśmy dalej i dalej i dalej. Zmienialiśmy podłoże, raz na tarsę rowerową, raz na płyty częściowo porośnięte jakąś zielenią, raz na bruk, a czasem na ubitą glinę. Nie da się opisać emocji jakie nam towarzyszyły. Nie da się także w pełni oddać uroków miejsc, przez które przejeżdżaliśmy. Po prostu trzeba to przeżyć. Tak jadąc i jadąc, z barzdo daleka ujrzeliśmy “coś” pomarańczowego na drzewie, “Coś bardzo dużego”. Najpierw lekki lęk, “cóż to może być?”. Było to koło lasu. Niestety nadal obowiązuje zakaz wchodzenia, choć głównymi ścieżkami poruszają się ludzie, mieszkający niedaleko. Toteż wjechaliśmy w ową drogę, główną ścieżkę. Od razu chłód, jaki dają liście i cień. Ufff;] Odetchnęliśmy, jednak ciekawość ciągnęła nas dalej. Podeszliśmy do owego “cosia” i zaśmialiśmy się. Bo tak wam mówiąc przestraszyliśmy się Huby na drzewie! Czyli pasożyta, który na nich żeruje! Nigdy nie widzieliśmy takiej ilości. Było ich niezliczenie wiele. Zawsze mogliśmy obserwować pojedyńcze okazy, a tu cała gromada, która naprawdę z daleka wyglądała na coś zuepłnie innego! Jakiś nowy mieskzaniec lasu? Jakiś ogromy żuk? Wyobraźnia nasza nie nała granic, gdy żartowaliśmy z naszego wcześniejszego strachu!Teraz mogliśmy troszkę przejść się po głównych ścieżkach lasu, gdzie ludzie chodzili z wózkmi, a dzieci jeździły na swoich mini rowerkach na czterech kółkach i co chwilę dało się słyszeć tylko zgrzyt miażdżacych się szyszek pod ich kołami. Ptaki dawały sobie tu koncert, bo czym chłodniej, tym przyjemniej;] Dalej zaczął się już piasek. Minęliśmy wielkie mrowisko! Mrówki w lesie różnią się od tych podwórkowych, są bardziej żarłoczne i większe! Bryy... Lepiej nie wchodzić im w drogę;] Dalej ścieżka już się kończyła, widniał szlaban odgardzający jedną częśc lasu, a druga z rowerami była nie przejezdna. Z retszą znak na początku mówił sam za siebie, nie wchodzić między drzewa! Szkoda... Fajnie byłoby pochodzić, skryć się, coś podejść, jak zawodowy myśliwy, który tropi zwierzynę, tylko to byłoby bardziej przyjemne dla organizmów, bo tropienie nie kończyło by się ich śmiercią, tylko uwiecznieniem na zdjęciu i zamieszczeniem na stronie Erysia, może zyskały by tym popularność;] Często także moi znajomi żartują sobie, gdy ja czekam, aby “upolować” dobre zdjęcie, że zwierzęta zaraz ustawią się w grupę i poproszą o zdjęcie grupowe, a jakby im do tego było mało, dodają, tekst:”A może legitymacyjne do tego?” heh;] Oni to potrafią pocieszyć na duchu, gdy zwierzęta omijają zasięg mego aparatu z daleka! Nieładnie, ale bynajmniej rozładowują emocje, które towarzyszą wyprawą, bez zdjęć dzikiej zwierzyny. Zamiast smucić się, smiejemy;] Dlatego każda wyprawa z moimi przyjaciółmi kończy się wielkim uśmiehcem na twarzy, zawnym “zacieszem banana”-tak potocznie. Po owym specerku wróciliśmy do domu, aby zebrać siły na wakacje i nasze codzienne wyprawy do zachodów Słońca!!!;]

 

 

 

 

 

A to owy “potwór”.Znaczy się Huba i nasza wyobraźnia. Za dużo filmów fantastycznych?;] Jest nietypowa, gdyż bardzo się rozrosła. W lesie nikt jej nie zrywa, a i warunki ma dobre do rozwoju. Drzewo jeszcze się dobrze trzyma, nie widać znaków osłabienia przez tego pasożyta;]

 

Pod spodem kilka innych zdjęć z wyprawy. Sroki, na której przeprowadziliśmy “test pazernośći”, podłoża przez które się przemieszczaliśmy, oraz trasy rowerowej, która została wybudowana w mojej miejscowości za pieniądze z Uni Europejskiej, za co my, mieszkańcy, bardzo dziękujemy;]


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij