home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-17

Mając tylko jeden bilet;]

Dzień, no jaki mógłby być dzisiejszy dzień jak nie słoneczny i upalny! Temperatura skakała,a i jeszcze skacze bardzo wysoko, oj bardzo wysoko, aż można było się usmażyć na twardo;]ufff!Jednak jak Polska szeroka i długa, nie zdążyłam jej jeszcze przejść i zwiedzić wszystkich jej zakątków, toteż dziś również udało mi się urwać ze szkoły i pójść na mega przesympatyczną wycieczkę. Mój pomysł był bardzo szokujący,ale dziś udało mi się zrealizować owy projekt! Wstać o piątej rano nie było tak łatwo, jednak widoki były na tylę niesamowitę, że nie żałuję. Szybki łyk herbaty postawił mnie na nogi, a zimny prysznic trochę rozbudził;] Już w pełni rześka zebrałam najpotrzebniejsze rzeczy, ale tylko tylę, ile byłam wstanie unieść i to bez większego wysiłku. Lustrzankę musiałam pozostawić w domu, gdyż była dość ciężka, jednak miałam aparat w telefonie komórkowym;] Przez większość czasu nie myślałam o robieniu zdjęć, zajęłam się zapamiętywaniem otaczającego mnie krajobrazu, ale może wszystko od początku. Zabrałam ze sobą tylko 3 złote na bilet, aby nie kusiło mnie wsiąść gdzieś w drodzę powrotnej w środek lokomocji i szybko wrócić do domu, trzeba być wytwrwałym i stanowczym w swoim postepowaniu! Kupiwszy już ten bilet, wsiadłam do pociągu, który pozwolił mi przejechać aż do Gronowa Elbląskiego, z którego to miejsca zaczęłam swoją przygodę z wędrowaniem! Było to mniej niż 10 kilometrów, ale chodzenie piechotą nie jest o tylę trudne, co męczące;] Ah, hatrować się każdy musi;] Plecak był o tylę lekki, że były w nim tylko dwa litry wody, coś do jedzenia, opatrunki;], Raniutko, wszystko szło głatko. Ptaki śpiewały, jastrzębie się jeszcze się nie najadły, więc nawet byłam świadkiem ataku owego drapieżnego ptaka na innego skrzydlatego. Było to dość straszne, ale pouczające. Puste pole, Słońce zaczyna grzać bardziej swoimi promieniami, a tu jakby wielki ninja wylatuję jastrząb. Na początku bardzo się przestraszyłam,ale to nie ja byłam jego celem,a mały wróbelek, który w szybkim tępie próbował się przemieścić w gąszcz drzew, po drugiej stronie pola, ale wielkie skrzydła drapieżnika są o wiele szybsze, niż małego wróbelka. Jedno machnięcie pozwoliło dogonić ofiarę na metr, toteż wielkich szans na przeżycie nie miał. “Morderca” wpadł jak burza, chwyciwszy małego w pazury, już umierał. Zacisnęły się zapewne tak mocno,a i wbiły się na kilka centymetrów przez skrzydła... Teraz zaniósł go do gniazda, albo do jakiejś stołówki, gdzie będzie odrywał kawałki jego ciała. Te wróbelki to mają przekichane! Najmniejsze, stają się łatwym łupem... Ale cóż, tak jest w przyrodzie, ktoś musi umrzeć, aby drugi mógł przeżyć... Owa sytuacja zmotywowała mnie do szybszego marszu, choć zmęczenie powoli dawało się we znaki. Nie wiem dlaczego ludzie myślą, gdy człowiek idzie szosą, to od razu autostopowicz.Czy nie można się po prostu przejść 10 kilometrów z wioski do wioski? Może to nietypowe... Kilka razy jakiś kierowca samochodu pytał się czy mnie podwieść.. Hmm... Oczywiście jakbym nawet tego potrzebowała, bym odmówiła. Dużo teraz się słyszy o mordercach i innch przestępcach, że aż strach zadawać się z nieznajomymi. Szłam dalej, podziwiając wiejski krajobraz. Miałam nadzieję zobaczyć sarny, które bywają tu wiosną, ale okazało się, że tylko wiosną... Co chwilę mój plecak robił się co raz lżejszy i lżejszy(zjadało się zapasyl;), choć odczuwałam na odwrót. Woda się kończyła, a przedemną jeszcze sporo kilometrów marszu, trzeba się sprężać, choć nie lubię się spieszyć, to przy tym tępie, jakie obrałam, mogłabym nie dojść nawet nastepnego dnia do domu. Miło się spaceruje rankiem, później południe jest straszne, gorące i upalne, bez chwili wytchnienia. Toteż najlepiej obrać porę wieczorną lub poranną;] Około godziny trzynastej byłam juz prawie u celu. Wiejski krajobraz jednak nadal rzucał mi się w oczy. Przeważnie zamiast saren, żerujących na polach, widziałam krowy, co nie było dla mnie dużym zdziwieniem;] Ślimakowa akcja trwa, toteż w tym przypadku mogłam także urtować kilka, małych istnień. Dochodząc już, zauważyłam chłopca,który z “pistoletem na zszywki”,próbował przyczepić do drzewa informacje o jakiejś “imprezie”. Szkoda tylko, że obok miał tablicę ogłoszeń. Małe spięcie(mogłam go spoliczkować, jednak powstrzymałam się od tego, zachowując jakąś kulturę:*), jednak dobro przyrody wygrało i drzewo nie musiało znosić kolejnych ran! Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że niszczymy je w taki sposób. Owe “metalowe zaczepki” będą trwać w korze nie przez kilka dni, tygodni... Ale przez wiele lat! Będą się wrastać w korę co raz bardziej, bardziej... Może ktoś nie będzie chciał się ze mną zgodzić, bo przecież “Kora jest twarda!”.Ale tak samo nasze kości, niby twarde, ale złamać, obić się mogą... Pamiętajmy, że nie tylko organizmy wydające z siebie odgłos cierpią, ale te niemę także...Ledwo co mogłam iść, moje nogi odmawiały współpracy, a stopy wyczuwały ich zły stan, który zakończył się wielkim odciskiem.Mimo obrażeń i zmęczenia, warto było wyruszyć w ową drogę. Nie tylko ze względu na to, że pouczyłam jednego osobnika, o tym, że nie warto niszczyć drzewa, ale także na wspaniałe widoki i kondycję. Czuję, że po tym świetnie, będę mogła przenosić już góry! Choć może jednak jak trochę odpocznę... Ufff;] Upał doskwiera jeszcze, a szkoła? Jednak jutro trzeba będzie ją odwiedzić, a szkoda... Trzymam się zdania, że tłumi ona nasze możliwości na przygody, jednak niedługo wakacje! A ten czas idealnie nadaje się na wspaniałe wędrówki i odnajdywanie nurtu przygody! Tylko obawiam się, że będę musiała ograniczyć wpisy na fotoblogu, gdyż aktywny tryb życia trochę nie jest na rękę, mało czasu aby wszystko opisać, ale na pewno będa w każej z fotorelacji ciekawe przygody! Wróciłam do domu, ledwo co żyjąc, jednak szczęśliwa i z wielkim uśmiechem na twarzy, po godzinię nadal czuję zmęczenie, choć wybrałabym się jeszczeraz;] 

 

 

A to Słońce, gdy wychodziłam na pociąg. Prześwituje przez liście orzecha włoskiego na moim podwórku, początku trasy i nurtu przygody! Jak to powiadają “Kto rano wstaję, temuy Pan Bóg daję;]”.

Pod spodem kilka innych zdjęć z owej wycieczki.Z pociągu, bo w trakcie wędrowania bardziej skupiałam się na poprawnej trasie , aby się nie zgubić, i zmuszaniu się do stawiania kolejnych kroków;] Przedstawiają widoki, które również oglądałam, tylko z drugiej strony, po przeciwnej stronie pola;]


  

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij