home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-13

Przemilczeć zmęczenie- wycieczka rowerowa "Naszej Paczki";)

Dziś dzień nie zbyt ciepły, wręcz chłodny... Ale wczoraj jeszcze tak nie było. Ostatnio wybieram się na długie wyprawy, które trwają przeważnie od godzin popołudniowych, gdy zrobi się trochę chłodniej na dworzu, do późnego wieczoru...Dlatego fotorelacje z owych wydarzeń mogą zawierać jeden dzień do tyłu, ale nie są przeterminowane! Wczoraj mówiłam o wielkiej przygodzie, a miałam na myśli wyprawę “Naszej paczki” na rowerach! Gdzie? Czytając dalej, przekonacie się... Wczoraj po burzy pogoda nas nie opuściła. Moji przyjaciele nie mają już tyle spraw na głowie, w końcu za dwa tygodnie koniec roku szkolnego, oceny wystawione, możemy pozwolić sobie na długie wyprawy, a ta była wyjątkowo długa, do domu wróciłam około godziny dwudziestej drugiej...Większość wczorajszego dnia żyłam ową myślą i dobrze się przygotowałam na nurt owej przygody, wiedziałam, że nie będzie ona krótka, ani też lekka, obserwacje potrzebują wysiłku, skupienia i sumiennej pracy! Tak też było w tym przypadku. Plan był jeden:objechać lad dookoła! Znaczyło to, że nasze rowery, mimo błota, o którego obecności wszyscy wiedzieli, są zmuszone przejechać drogami na skraju lasu,a nie było lekko. Jak się do tego przygotować? Może nieokazywałam zbytnio przejęcia, ale byłam bardzo podekscytowana, przez długi okres czasu kszątałam się po domu szukając odpowiedniego stroju, robiąc zapas odżywczego jedzenia, pakując rzeczy,które przydadzą się w razie nieoczekiwanych wypadków. Mój plecak był dość ciężki, ale na szczęście przyjaciele wzięli do swoich toreb trochę niezbędnego sprzętu odemnie. Jak się ubraliśmy? Wszyscy mięli nieprzemakalne dresy, takie “śliskie w dotyku”, gumaki, lub gumako podobne buty, czapkę lub nauszniki, a nawet rękawiczki. Trasa była tak długa, że na każdym odcinku mogło się stać coś innego, niezwykłego i to trzymało nas wszystkich w napięciu. Spotkaliśmy się wszyscy na krzyżówkach, czyli skrzyżowaniu dróg. Nie chcieliśmy jechać przez ruchliwe ulice, ale w końcu wybraliśmy trasę podobnom do codziennej.Przebiegała tak:nasza miescowość-rozlewsiko-letniki-dookoła lasu-dom. To dość sporo, jednak ani na chwilę nie przestaliśmy mysleć o przygodzie, jaka nas tam czekała, a przy tym nabierzemy kondycji-żartowaliśmy;] Rowery był też specjalne, wszyscy skoowaliśmy sobie “górale”, które pozwoliły nam jechać po błocie;] Wystartowaliśmy. Początek drogi przejechaliśmy szybko, jednak zatrzymaliśmy się na chwilę przy rozlewsiku, aby złapać oddech. Błoto było niesamowite, ale co to dla nas, już na początku wszyscy byli umurusanie po samą szyję, a w czase jazdy wjeżdżaliśmy w każdą kałuże, woda rozbryzgiwała się na każdą stronę! Ciężko jedzie się po takiej ziemi, toteż częsty odpoczynek był wskazany. Co nowego nad rozlewiskiem? Słońce tu świeci bardzo mocno, jak zawsze, toteż podsuszyliśmy się, zebraliśmy siły i już mięliśmy jechać dalej, gdy Maciek zauważył pewną ciekawą rzecz, domek Pana Pająka;] Był dość skomplikowany. Wokół dwóch liści trzciny widniałą pajęczyna, a jeden z nich był specjalnie wygięty i szczepiony pajęczą nitką, tworząc mały domek, w którym własnie pająk odpoczywał, a może czatował na swoją ofiarę? Nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego, choć sieci nie były nam obce;] Niestety nie mogliśmy dłużej zastanwiać się i podziwiać owej konstrukcji, przed nami spora droga. Już za Letnikami zaczynały się lasy. Powietrze od razu zmieniło zapach, a klimat stopniowo się ochładzał. Minęliśmy Nogat, gdzie poziom wody był nieciekawy i wjechaliśmy w drogę między drzewami. Zaczął się las. Tu kilka skrętów, manewrów i już byliśmy jego skraju, jednak droga była mało przejezdna, a czasami wiodła przez pola. Toteż zdarzały się również momenty pieszego marszu z rowerami u boku, a czasami nawet trzeba  było je nieść "u góry";]” Bicepsy nam się wyrobią;] Niedługo, jak tak dalej pójdzie, zaczniemy kariere jakiś strongmen’ów/ek.”-śmieliśmy się, jednak za nic nie chcieliśmy rezygnować z obranej drogi. Zaciekawiła nas jedna rzecz. Wzdłuż pól, koło lasu, ustawione były patyczki,a na nich w woreczkach “coś” białego. Pierwszą naszą myślą było to, że w owych woreczkach jest cukier, albo sól, która będzie odciągać zwierzęta od zasianych zbórz, warzyw... Nie mogliśmy tego nie sprawdzić. Wysłaliśmy Jakuba na zwiady. Niech zobaczy co to jest. Jedna osoba na polu nie wzbudzi podejrzeń. Po chwili wiedzieliśmy już, że jest tam wata. Wata?! Yyy.. Po cóż wata na patyku, na środku pola. Burza mózgów... Najbardziej sensownym wytłumaczeniem było to, że jest to jakiś znak, który informuje o powierzchni zasiania jakiejś rośliny, choć do końca nie wiadomo... Przez całą wycieczkę moglismy oglądać to jeszcze sporo razy. Szliśmy, jechaliśmy, obserwowaliśmy... Ptaki tak pięknie śpiewały, a motyle latał, choćkomary też nie dawały za wygraną, te na szczęście jeszcze nie przyzwyczaiły się do preparatu przeciwko ich ukąszeniom;] Błoto warstwami odklejało nam się od podeszw, ale czy by to kogoś zniechęcało? Nie! Wręcz motywowało! Opowiadaliśmy sobie różne historie, a przewaznie ja, gdyż mam jak na razie najwięcej wolnego czasu. Po opowieści o budkach obserwacyjnych, jakby przeznaczenie, przed nami wyrosła owa budowla. Wszyscy z uśmiechem postanowili na nią wejść. Była stabilna, przeważnie wsystkie w owej okolicy takie są. Mogliśmy w niej chwilę odpocząć, przestronna, pomieściła całą naszą czwórkę! Jednak ani saren, ani dzików, ani jeleni, ani lisa nie było... Same ptaki... Posiedzieliśmy tam z godzinkę, może mniej i ruszyliśmy dalej. Mówiąc szczerze to nie zobaczyliśmy żadnego dużego ssaka... Chyba musiały pochować się w las, albo my mamy takie niefortunne szczęście. Droga trochę się polepszała, później znów urywała... Pola były puste, nikt nie pracował na nich, ani też nikt nie żerował. Kilka żabek skakało nam między nogami,takie maciuteńkie;] Także parę myszek zachciało się z nami spotkać, a nawet szczur,który na szczęście przebiegł bardzo szybko! Jak wiemy szczury mają w swoim kręgosłupie trucizne, a nigdy nie wiadomo czy owy zwierz nie zechce nas ugryść... Choć ja nie wierzę w to, że zwierzę same z siebie gryzie, nie sprowokowane nie zrobi tego, choć jestem ostrożna;] Widoki były piękne. Z każdą godziną coś się zmieniał, a niebo robiło się co raz bardziej kolorowe...Taki spokój, cisza, aż chcieliśmy tu zostać, zamieszkać. Leśniczy musi mieć niezmierne szczęście mieszkać na takim odludziu w harmonii z przyrodą! Maciek już się zdeklarował, że pójdzie na owy zawód, a i będzie nas wszystkich zapraszał na leśne wędrówki,a wtedy nic i nikt nam nie przeszkodzi! Byłby niezłym leśniczym. Opowiadał nam co by zmienił i jakby zrobił, aby zwierzyny było dużo, a miłośnicy przyrody mogli ją obserwować o każdej porze dnia i nocy, bez ryzyka. Ciekawe plany, tylko jak na razie nierealne;] Nie będę ich wspominać, aby nie zapeszyć,może jednak się spełnią, wierzę w cuda;] W końcu gdy objechaliśmy już całą zaplanowaną trasę, sami się dziwiliśmy czemu jej nie skróciliśmy. Odczuwaliśmy sporę zmęczenie,ale także radość.Owe miejsce same z siebie nią promieniuje. Szkoda tylko, że nie zauważyliśmy saren... Widzieliśmy ich ślady,ale konturów już nie za bardzo. Może nasze rowery tak mocno hałasowały? Ufff... To była ciężka wyprawa, ale nie wsposób opsiać wszystkic rzeczy jakie mogłam z przyjaciółmi dostrzec, ani zawszeć w słowach emocji nam towarzyszących, to trzeba przeżyć, bo nikt i nic nie potrafi oddać tego lepiej niż natura! Fala przygody wyrzuciła nas ze swjego nurtu, teraz trzeba było wracać do domu, było juz późno... Bardzo późno,a rodzice od dobrej godziny próbują się do nas dodzwonić... yyy... Szybki wskok na rowery i już w domu. Szkoda jedna, że tak szybko się skończyło, owe przdsięwzięcie było naprawdę niesamowite. Nogi nadal bolą, ale za to umysł ucieka jeszcze wspomnieniami do tamtych chwil, trzeba będzie to powtórzyć!

 

 

 

 

A to owe “patyczki z woreczkiem”. Jest w nim wata... Ciekawe... ciekawe...;] Tak jak sam las, który skrywa tyle tajemnic, które aż proszą, aby je odkryć;]

 

Pod spodem kilka innych zdjęć z owej wyprawy. Na początku domek Pana Pajączka, elegancki domek. Następnie widoki jakie nam towarzyszyły. Zdjęć było jeszcze bardzo dużo, niezliczenie wiele, ale musiałam wybrać tylko kilka, może kiedyś jeszcze uda mi się wrzucić pozostałe;)


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij