home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-12

Reumatyzm nie kłamie...

Dziś dzień równie słoneczny, co wczorajszy. Temperatura wysoka, można chodzić rozebranym do rosołu, jednak nie można zapomnieć o kaloszach, a to za sprawą wczorajszej, ogromnej burzy... Wspominałam o moim reumantyzmie, w poprzedniej notce, tym razem się nie mylił. W niecałą godzinę po dodaniu fotorelacji na Erysiu, ni skąd, ni zowąd, zeszły się czarne chumry. Była to jedna chwila, gdyż wiatr dął niesamowicie mocno. Niebo poczerniało i ja już od dawna nie widziałam takiej ulewy. Czarna fala ogarnęła moją miejscowość, nie szczędząc ani jednego domku. Drzewa dotykały ziemi, a ten straszliwy wiatr, który powyłamywał gałęzie,pozrzucał doniczki, anteny z dachów... Z nieba zacinał deszcz, który zalał całe moje podwórko,ulice... Z nieba strzelały błyskawice,grzmoty były tak donośne, że wszyscy myśleli iż niebo zaraz spadnie nam na głowę... Po kilkudziesięciu minutach burza przeszła dalej... Teraz można było szacować szkody. Na dworze rozległ się głos wozów strażackich i karetek, coś się stało, jakiś wypadek... Gdy wyszłam na dwór, mogłam brodzić tak jak żuraw, gdyż woda sięgała moich kostek, w niektórych zagłębieniach więcej, trawnik nie był aż tak ogarnięty falą, ale był starsznie mokry. Woda nie wsiąkała za szybko. Działka, przeraziła wszystkich. Teraz można tam chodować ryż! Wszystko zbite doszczętnie, pozalewane... Czyżby nici z tegorocznych zbiorów? Czyżby trzeba będzie wszystko siać od nowa? Możliwe... Pozbierałam doniczki, których nie zdążyliśmy wnieść do domu. Teraz nic nie zostało z kwiatów. Kwiaty z jednej strony podwórka, doniczka z drugiej... Trochę chodzenia i szukania naspożyła owa ulewa. Jednak szybko pocieszyło nas Słońce, które znów zaczęło mocno świecić i wysuszać teren. Mój kot oczywiście nie chciał wyjść na dwór, choć początkowo ogarnęła go taka chęć. Wystawiwszy łepek za drzwi wejściowe, potrząsnął nim i wbiegł znów do góry po schodach. No cóż, koty nie przepadają za owym żywiołem;] Chciałam zobaczyć cóz stało się w innych częściach mojej mijscowości. Poszłam na mały podeszczowy spacer. Wody na ulicach masa, a jak wiemy Polskie drogi nie są w najlepszym stanie, toteż w każdym zagłębieniu można spokojnie było włożyć nogę do łydki, a całe dziury były wypełnione po brzegi wodą... Ślimaki obrały sobie cel spacerowania, wyjątkowo dużo było ich wtedy na drodzę. Już niektóre nie dostały się na drugą stronę, zostały przejechane przez samochody...Bo tylko one wyruszyły w trasę po ulewie i oczywiście ja! Każdego napotkanego, próbującego w szybki sposób przemieścić się-przenosiłam. Przeniosłam ich bardzo dużo, aż nie mogę zliczyć... Ludzie kszątali się po podwórkach, zbierając pozostałości rzeczy, które nie zostały schowane. Niektórzy na nowo zakładali anteny, a niektórzy wyszli rozkoszować się świeżym powietrzem. Powietrze po burzy jest tak czyste, tak przyjemne, dobre na drogi oddechowe. Nie ma w nim spalin, wszystko zmył deszcz;] Najlepsze były dzieci, które mimo zakazów rodziców wybiegały na dwór i skakały w kałużach, opryskując nie tylko siebie, ale także rodziców , którzy na siłe chcieli je złapać w ręce i zanieść spowrotem do domu, argumentując to tekstem: ”Będziesz miał katar!”. Widocznie dzieciom to nie przeszkadzało, gdyż z każdym takim słowem wzmagała ich energia i co raz entuzjastyczniej bawiły się. Ja także nie zabroniłam sobie tej przyjemności, również dostarczyłam sobie rozrywki w ten sam sposób co dzieci. Orientując się, że burza dla ludzi była nie przychylna, chciałam zobaczyć jak była dla natury. Jednak tu przysłwiowe zdanie:”Swój, swojego nie ruszy”, nie skutkowało.. Mimo iż owe zjawisko jest częścią przyrody, w niej także zrobiło szkody. Jedna z moich przyjaciółek-wierzb, przechyliła się, a w środku pokrył ją czarny nalot-najprawdopodomniej czad. To była błyskawica. Miejmy nadzieję, że przetrwa to i będzie dalej rosnąć. W okolicy łąki ożyło życie. Ptaki ćwierkały tu mocniej, niż przy zabudowaniach, a żabek na polnej drodzę było bardzo wiele. Z każdym moim krokiem, jakaś mała zielona istosta, przeskakiwała szybciutko. Rowy były pełne wody, a małe, brązowe ropuszki, chyba urządziły sobie w nich jakieś wodne „party”. Gdyż pływały w owej wodzie, nurkując, wynourzając się, dobijając z jednego brzegu do drugiego, a dwie to chyba się ścigały;] Pokrzywy i inne rosliny zostały zbite przez deszcz, ale za sprawą Słońca powoli podnosiły się do pionu. Szłam wolno, widziałam jeszcze nad stroną Elbląga ciemne chmury-burza poszła właśnie w tamtą stronę. Słychać także było grzmoty i błyski. Nie będę szła w paszczę lwa, toteż zawróciłam i powoli zaczęłam wracać do domu. Gumaki były całe mokre i w błocie! Jednak nie przemakają i dla tego są bardzo odpowiednie na takie wyprawy. Hlap, Hlap! Woda rozpryskiwała się na wszystkie strony. W drodzę powrotnej już więcej osób odważyło się wyjść i podpatrzeć cóż się wydarzyło. Nikt jednak nie zapomniał o odpowiednim obuwiu, toteż obłocone buty i na wpół spodnie oraz ochlapane rękawy bluzy, na nikogo nie zwracay uwagi. Przeniosłam jeszcze kilka ślimaków, po czym skierowałam kurs na dom. Doszłam dość szybko, gdyż była to ta sama droga, jaką wyruszyłam na owy spacer. Jest ona najprzyjemniejsza, ponieważ najmniej ruchliwa. Wydawałoby się, że Słońce podgrzało temperaturę,ale wchodząc do domu poczułam straszny chłod na swoim ciele-było mi strasznie zimno. To chyba za sprawą wody w kałużach, która objęła moje ciało. Gęsia skórka znikęła po gorącym kubku herbatki;] Tak więc wyglądał wczorajszy wieczór.A cóż będzie dziś? Tego jeszcze nie wiem, ale na pewno przygoda, jaką planuję, potrwa cały dzień! Miemy nadzieję, że pogoda jaka jest teraz, słoneczna, utrzyma się przez długi czas, pozwalając mi odkryć tajemnice, jaką skrywa przyroda!


http://www.youtube.com/watch?v=qZKvYGW2Rp0&feature=player_embedded





A to filmik, który nakręcił ktoś z sąsiedniego miasta, po burzy, nad Nogatem, gdzie także przyjeżdżam. Taka właśnie była ta burza.. Filmik pokarze iż wyrwała drzewa z korzeniami!

Pod spodem kilka zdjęć z trawania ulewy. Zwóćcie uwagę na niebo, na jego wygląd na szybę i ilośc kropel, które co chwila z charakterystycznym odgłosem odbijały się od szkła...



Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij