home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-11

"Ojczulek park!"

Na dworze gorącz,ufff... Ciężki jest dzisiejszy dzień. Trudno było wytrzymać kilka godzin w stroju galowym, ta uroczystość... Nudna jak flaki z olejem...Na szczęście już to za mną. Po owej imprezie i małym odpoczynku, poszłam skryć się w miejsce, gdzie na pewno będzie chłodno! Wielkie, rozłożyste gałęzie z masą drobnych listków, sprawiają, że promienie słoneczne nie dochodzą do ziemi. Gdzie poszłam? Oczywiście do pobliskiego paku, a nie byłam sama, wiele osób wybrało chłód wypadający spod liści. Jest to wielka zmiana. Idzie się gorącą drogą, gdy nagle podmuch lodowatego powietrza orzeźwia całe ciało. Nie myśli się teraz tylko o upale, ale dostrzega się to, co wcześniej można byłoby nie zauważyć przez zmęczenie i przysłowiowe “zamulenie”. W owym skupisku drzew, co jakiś czas postawione są ławeczki, które w dniu dzisiejszym były zniszczone przez wandali, a obok nich pełno kapsli od piw... Człowiek pod wpływem alkoholu nie zdaje sobie sprawy, co robi... Miejmy nadzieję, że teraz żałują owych czynów i w najbliższym czasie odnowią to, co zniszczyli. Szłam przez wyznaczone ścieżki, droga była o dziwo mokra. W innych miejscach gleba pęka, a tu moje buty maczały się w błocie. Niesamowite, jak liście potrafią izolować. Park jest porośnięty wieloma pokrzywami, rosną nawet w miejscach wydeptanych na “trasy” spacerowe. Troszkę się pokułam. Jednak to nie była jedyna przeszkoda dzisiejszego spaceru. W powietrzu unosiła się masa komarów, które za cel obrały sobie mnie- kolejne bąble murowane. Też lubią chłód, w dzień, w pełnym słońcu ich nie zobaczy, jednak tu, gdzie jest chłodno i ciemno-ich ostoja. Ale to nie były jedyne owady, które miałam okazje dostrzec. Po dłuższym czasie, o oczy rzuciła mi się ławka, która nie była zniszczona-usiadłam na nią. Jednak mój odpoczynek nie trawał długo, gdyż odgłos latającego bąka zerwał mnie na nogi! Był dość dziwny, z pomarańczowym odwłokiem. Latał tuż nad ziemią. Wcale nie atakował, wyglądał na bardzo pochłoniętego jakąś myślą. Troszkę zaryzykowałam i zbliżyłam się do niego, zrobiłam zdjęcie i poczęłam się przyglądać. Początkowo latał nad zimią, gdy już wylądował kszątał się po niej, aż w końcu zaczął kopać! Z wielkim zdziwieniem patrzyłam na niego. Widziałam już bąka, który wchodził pod ziemię, ale takiego który wykopywał norkę jeszcze nie! Robił to nadzwyczajnie szybko. Przebierał łapkami, odrzucając grudy ziemi. A jak wspomniałam ziemia była dość nasiąknięta wodą, toteż łatwo mu to szło. Zrobił kilka zwinnych ruchów, jednak chyba się zniechęcił, gdyż odleciał. Może jednak to była Pani Bąkowa, która chciałą wykopać norkę, aby złożyć jajka, z których wylęgnie się nowe pokolenie, a to miejsce okazało się mało odpowiadajace jej wymaganiom? Tak jak my mamy wymagania co do nowego roweru, czy nowej zabawki, tak i zwierzęta, tylko mają o wiele mniej wymyślne. Wystarczy, że jamka była by na tyle głęboka, stabilna oraz bezpieczna aby Pani Bąkowa była spokoja o swoje dzieci. Wstałam i w tym celu wspomogłam się drzewem, gdyż trochę pobolewały mi dziś kolana-chyba nie na deszcz;] Czasami tak mam, gdy ma padać wielki deszcz, bolą mnie stawy, ale chyba nie zapowiada się na to, nie przez kilka najbliższych godzin. Położywszy rękę na pniu, poczułam pod palcami “coś” mokrego, śliskiego! Otwróciłam głowę,a to były grzyby! Brązowo-białe... hmm.. Nie znam ich, ale na pewno nie są jadalne, tak jak opieńki! Toteż zostawiłam je w spokoju i poszłam dalej rozkoszować się urokimem tego niewielkiego parku. Biegały po nim dzieci, bawiąc się w tak zwane ”sztandary”. Zabawa polega na tym, aby ukryć między zaroślami tak swój propożecz, aby inna drużyna go nie znalazła, w przeciwnym razem przegrywa.Było trochę krzyku, aż rozbolała mnie głowa, toteż wyszłam powoli z owego skupiska drzew i razem z wyjściem buchnął na mnie gorący powiew powietrza- znów upał... Drzewa bardzo dobrze izolują, a tu na odwartej przestrzeni znów trzeba zmagać się z promieniami Słońca... Trzydziesto stopniowy upał dał się już wszystkim we znaki i potrzeba deszczu, aby ochłodzić klimat.Tak też wyglądał mój spacer po "ojczulku parku". Dlaczego ojczulek? Bo zawsze można do niego przyjść, wyżalić się i często poprawia wspaniale humor!

 

 

A tak wyglądał owy bąk, którego miałam okazje spotkać. Wygląda strasznie, ale był niegroźny, kopał norkę;]

Pod spodem kilka innych zdjęć, jakie udało mi się zrobić. Parku, Słonka, które prześwitywało przez gałęzie i grzybków rosnących na pniu.


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij