home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-09

Krocząc w białym puchu;]

Dzień niesamowicie upalny, a na pewno duszny... Ufff...Trudny do przetrwania. W szkole nikt nie był zdolny do racjonalnego myślenia, a siedzenie w ławkach przerastało wszystkich,toteż każdy z ostatnim dzwonkiem, wybiegł z budynku niczym spłoszona sarna i już po chwili nikogo nie było widać na choryzoncie. Powolnym krokiem doszłam do domu, rzucając plecak w najciemniejszy kąt i wyszłam na dwór. Po trzeciej nie można było nawet oddychać, wiatru nie było, a powietrze było tak ciężkie, czasami myślałam, że brakuje w nim tlenu. Popołudnie spędziłam pod altanką winogronową, podpatrując rozwijające się owoce. Przeszłam też parę razy po podwórku i natrafiłam na bardzo przyjemną rzecz! Na smak, który śnił mi się od zimy! Czereśnie już dojrzały! Niektóre były czerwone, ale one szybko wylądowały w moim brzuchu, niektóre lekko zarumienione, one zostały na drzewie. Hmm.. Niesamowity smak, świeżych owoców, prosto z drzewa! Rozkoszowałam się nim. Dla mnie już jest lato! Po napełnieniu swojego żołądka, wyszłam na spacer. Nie było już tak upalnie, jak dotychczas, ale Słońce nadal świeciło bardzo mocno, obdarowywało nas swoimi promieniami;] Ludzie chodzili rozebrani do rosołu,dzieci biegały w strojach kąpielowych, a ja szłam aleją zacienioną przez drzewa. Dają one dużo chłodu. Mogłam iść kołysając się w rytm szumiących traw i liści. Wiatru nie było, a one jednak szumiały,zupłnie jakby żyły, tak jak ludzie;] Ptaki schowały się w koronach drzew, one też nie lubią takiej pogody. Na środku pola musiało być bardzo gorąco, dlatego nikt nie ryzykował wyjść na jego środek, środek otwartej przestrzeni. Tak idąc i idąc, spadło mi coś przed nogi... Hm... Wzięłam owe “coś” do ręki, aby się bardziej temu przypatrzeć. Było to coś w rodzaju bawełny, spadło z drzewa, najprawdopodoniej, na owym długim “cosiu” były też kwiaty. Po chwili zamyślenia i poobserwowania gatunków drzew stwierdziłam, że musi pochodzić od topoli! Szybko sobie przypomniałam, że owe kwiaty nazywa się równiż “Polską bawełną”! I naprawdę ją przypomina! Niesamowite. Wszędzie było pełno białego puchu... Jednak czy nie kwitną one w maju, zawsze tak było...? Trochę chyba się spóźniły, ale taki jest ten rok.. Takie kwiaty jak piwonie, których płatki najczęściej służą dziecią do sypania ich na Boże Ciało przed procesją, nawet nie zakwitły,dopiero dziś mogłam zauważyć na nich pąki! Miło było spacerować wśród puchu. Szłam dalej, szłam powoli, aby za bardzo się nie zmęczyć, a owa pogoda próbowała to zrobić jak najszybciej, jednak się nie dawałam. Kilka razy usiadłam pod drzewami, lipami. Zawsze przypomina mi się wtedy fragment fraszki ”Gościu siądz pod mym liściem, a odpocznij sobie...” Jana Kochanowskiego “Na lipę”. Na jednym z owych drzew widniał wbity gwóźdz. Jak tak można ranić drzewo?! Może wisiała tu jakaś reklama,ale nie wolno tak robić! Istnieją w tym celu specjalne słupy informacyjne,gdzie takie ulotki można wywiesić, a nie na drzewie wpijając w niego gwoździe, czy pineski...Drzewo też czuje... Może nie potrafi wyrazić tego w formie krzyku, jednak ktoś kiedyś powiedział:”Milczenie jest złotem,a mowa srebrem...”. Należałoby pamiętać, że drzewo choć nie mówi też czuje. Niestety, owy gwóźdz wrósł tak w pień, że nie w sposób było go wyciągnąc na różne sposoby.Zniesmaczona owym przejawem braku uczyć, sprawdzałam teraz wszystkie pienie, które wydały mi się “podejżane”. Na szczęście więcej takich incydentów nie miało miejsca na tym odcinku. Na drodzę, w najciemniejszych zagłębieniach widniały jeszcze małe kałuże. W trawie miałam okazje zauważyć także nielegalne wysypisko śmieci... Nie wiem jak ludzie mogą tak postępować, należałoby im w zamian wysypać to wszystko na dywan, niech z tym żyją! Spacer stawał się nieprzyjemny... Na każdym kroku coś było nie tak. Połamana gałęzie drzew, śmieci i ten gwóźdz! Nie chodziłam tą drogą od bardzo dawna, a ona tak się zapuściła... W powietrzu latały masowo komary , muchy i inne owady, dokuczając niemiłosiernie i nabawiając mnie kilku boląco-swędzących bąbli, już nawet krem przeciw ukąszeniom na nie nie działa... Czyżby się przyzwyczaiły? Zwierzęta szybko to robią, muszą jak chcą przetrwać w tak szybkim postępie cywilizacyjnym, jaki narzuca im człowiek...Tak samo jak my podążamy za modą, w celu poprawienia warunków życia, tak samo i inne organizmy. Mimo pozorów bardzo upodabniami się do zwierząt, w końcu pochodzimy od małp;] Ale człowiek też zalicza się do rodziny ssaków, tylko, że mając tak rozwinięty rozum, zmysły, ułatwił sobie życie i nie musi się gimnastykować aby przetrwac zimę, złapać coś na obiad... My mamy ułatwioną drogę, a utrudniamy ją naszym “rodaką”, “bracią”...Czyż nie jesteśmy nie wporządku w stosunku do nich? Chyba tak i należałoby to zmienić! Zdenerwowana owymi sytuacjami, szłam dalej, ale czym dalej od zabudowań, tym mniej ingerencji człwieka w naturę. Tam już nie było śmieci i innych rzeczy produkcji ludzkiej. Tu była czysta natura, prwie że nie naruszona, z daleka od człowieka... Może jednak to dowodzi, że coś jest nie tak? Ptaki tu śpiewały o wiele mocniej, much nie było, a komar zdarzył się raz na kilkanaście kroków. Powietrze było tu inne, nie zanieczyszczone od nadmiernego ruchu samochodów. Czysta natura, taka prawdziwa, taka w której chciałabym żyć;] Niestety nie zauważyłam żadnego większego zwierzęcia niż mucha, ale widok słonecznych pól, drzew oświetlonych promieniamy słonecznymi wprawił mnie w tak dobry nastrój, że zapomniałam o niemiłych doświadczeniach z początku drogi. Zrobiwszy wielkie kółko, moje nogi odmówiły dalszego posłuszeństwa i padły wyczerpane na łóżko w domu,dobrze,że wogóle doszły;] Tak też skończył się owy spacer, ostatnio jeden z najlepszych metod spędzania czasu;]

 

 

A tak wyglądał owy kwiat topoli, taki biały puszek, “Polska Bawełna”! Jest taka mięciutka, taka miła w dotyku, taka leciutka, roznoszona przez wiatr, taka nie trwała, szybko znikająca...

A pod spodem kilka innych zdjęc z dzisiejszego spaceru. Baiełgo puszku, smakowitych wisienek, tych które zostały, gdyż czerwwone w ciągu kilku sekund znalazły się w moim brzuchu, oraz widoku z pola jaki mi towarzyszył przez dłuższy czas dzisiejszego dnia;]


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij