home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-07

"Babrając się w błocie!"

Ufff... Dziś nie lada dzień, aby móc cokolwiek zrobić.Temperatura ponad 25 stopni, ale nie przez cały czas... Raniutko wstałam, aby jescze przed szkołą zobaczyć cóż kryje moja roslinka w słoiczku. Wypuściła doprawdy jakieś cieniukie nitki, prawie niewidzialne dla oka, jednak nie są podobne do korzeni, ale nie trace nadzieji. Mama mówi, że jeszcze może potrfać to tydzień! Już o ósmej rano na dworze było parno, toteż pozwoliłam sobie pójśc na “krótki” rękawek do szkoły, nie przejmując się za bardzo późniejszym okresem czasu. A w szkolę? Nikomu nie było na myśli wkuwać miast leżących na danych wyżynach Polski, czy interpretowac wiersz Norwida, zwykłe lenistwo i myśl, “ile zostało do dzwonka”? Każdy chciał jak najszybciej wyfrunąć z owego budynku i korzystać z możliwości jakie daje pogoda. Jednak natura płata figle, na ostatniej lekcji pogoda się popsuła, a mianowicie rozpadało się! Ja bez parasola, kurtki... No cóż, raz się żyję, najwyżej urosnę;] Szłam w deszcz, a oczy moje zamykały się pod ciężarem kropel, jednak w połowie drogi dogoniła mnie siostra z parasolką, czasami dobrze mieć rodzeństwo;] Teraz spokojnie mogłam obserwować przyrodę w czasie deszczu. Kilka żabek przeskoczyło nam pod nogami, na szczęście uciekając prosto w trawę, a nie na bardziej ruchliwą ulicę, parę ślimaków obruszyło się na listkach krzewów, a deszcz zacinał co raz mocniej, że nawet parasolka nie była w stanie w pełni ochronić przed kroplami wody spadającymi z nieba. Dobrze, że popadało, taka susza nie jest dobra dla roślin, jak i ludzi oraz zwierząt. Złe ciśnienia, więcej prawdopodobiestwa zasłabnięć oraz udarów, zawałów.Teraz bynajmniej zrobiło się trochę chłodniej, a i tak świeci Słoneczko,które obdarowuje nas swym najceniejszym skarbem-promieniami. Jak można nie skożystać z takiej pogody? Deszcz już nie będzie padał, dolało dość pożądnie, a poskakać po kałużach zawsze w kaloszach można;]Czując w sobie jeszcze trochę dziecka zrobiłam to, co myślałam. Na dworze było już dość ciepło, ale rozlewsika uliczne pozostały. Poszłam na spacerek, mały bo mały, ale co nieco się na nim wydarzyło! Skacząc po kałużach i patrząc w niebo pełne małych i większych obłoczków, miałam wielki uśmiech na twarzy. Jak zwykle ciekawa świata rozglądałam się na wszystkie strony. W pewnym momencie. metr przedemną. przelecialoo “coś”, co dokładnie nie mogę określić, gdyż spotkanie z owym “cosiem”, trwało bardzo króko. Wręcz ułamek sekundy, a poszukiwania go nie zdały się na wiele, stworzenie zapadło się pod ziemię... Składając fakty:małe,szybkie, dośc długie, wydawało mi się, że widziałam cienki ogonek, wyskakujące z pól, mogłam stwierdzić, że był to szczur wędrowny, lub wyrośnięta mysz! Jednak byłabym bardziej przy szczurze, gdyż był to dość spory okaz! Poszłam dalej, łapiąc wszystkie promienie słoneczne, jakie do mnie miały okazje dotrzec. Odwiedziłam także moja przyjaciółkę-starą babcię wierzbę, która użyczyła mi schronienia. Wszystkie wierzby są moimi babciami, jest już ich bardzo niewiele, nad czym ubolewam strasznie... Zawsze witają mnie szeleszczącymi listkami i śpiewem ptaków w swych koronach. Tak siedząc i rozglądając się spod gałęzi owego, wyżej wspomnianego drzewa, miłam centralny widok na inne. Nie za bardzo znam się na odmianach drzew, ale mogłam stwierdzić, że była to lipa, po charakterystycznym kształcie listków! Praiwe jak serduszko, dlatego owy kształt utkwił mi w pamięci. Tak obserwując i obserwując owe drzewo,zaszeleszczało coś między trawami i uciekło “w długą” przez pole! Przestraszyłam się, ale uspokoiła mnie przyjaciółka wierzba, kołysząc witkami, niby kołysanka do snu;] Wstałam i cichutko na paluszkach podeszłam, ciekawość moja nie zna granic, ale jest bardzo przydatna w obserwacach;] Okazało się, że z jednej strony pnia lipy jest dziura, która najprawdopodobniej służy za mieszkanko jakiemuś stworzeniu! Nie była duża, ale szczurek wędrowny, jakiego dziś miałam okazje widzieć, z pewnością by się zmieścił, ale już gorzej lis, gdyż chyba nie jest aż tak cienki, chociaż jakby się wygimnastykował mógłby tam mieskzać. Jak na razie była opuszczona, a ja nie chcąc płoszyć zwierzaków i nie chcąc ich rozłościć oddaliłam się. Usiadlam jeszcze na chwilę pod wierzbą wsłuchując się w jej melodie. Słońce grzało mnie w nóżki,które specjalnie wystawiłam. Po chwili znów skakałam po kałużach, okrywając błotem okoliczne kamienia,a nawet swoje spodnie. Mijając dzieci zauważyłam iż robią one babki z błota! Też ciekawa zabawa “babrać się w błocie”, dająca tyle radości, małe rzeczy, a cieszą;] Słońce świeciło co raz mociej, a rozlewiska wodne na ulicach robiły się co raz mniejsze i mniejsze, a z czasem nikły... Czyżby pora na mnie? Kalosze zaczęły mnie palić, upał dla nóg, toteż należało je zmienić, za nim odpaże sobie stopy. Yyy... Po drodzę miałam jeszcze okazję przypatrzeć się małemy ślimaczkowi, który z trudem przedzierał się na drugą stronę chodnika, a ja kierowana dobrocią i mottem akcji “Przeniosłeś żabę, czemu nie preniesiesz ślimaka”, postawiłam go delikatnie na trawniku, a on powoli wspiął się na małą krzewinkę, gdzie na pewno odpocznie sobie;] Uśmiech na twarzy mi nie znikł, nawet jak jakiś “pirat drogowy” ochlapał mnie błotem. Teraz wyglądałam jak jakiś upiór z bagien, ale nie przejmowałam się zbytnio tym, co ludzie o mnie powiedzą. Po prostu to lubię;] Lubię babrać się w błocie;] Inny na moim miejscu spalił by się ze złości, a ja az podskakiwałam z radości;] Powracając na podwórko, obiegłam je jeszcze trzy ray,”doprawiając” swój wygląd do kresów wytrzymałości wzrokowej mojej mamy, ale było bardzo przyjemnie. Ptaki-wróbelki-dorwały się do miski mojego psa. urządzając sobie kolacjo-obiad;] A ja czując już odparzenia na stopach zrzuciłam gumaki i poszłam szybko się wykąpać,oraz zjeść coś dobrego, a w następnej kolejności opisać wam to wszystko, cóż dziś miałam okazje przeżyć;]

 

 

A to owa dziura. Tajemnicza...Na zdjęciu wygląda na dość ogromną niż w rzeczywistości, choć może nie..;] Trudno ocenić;] Jednak wielkie zaciekawienei we mnie wzbudziła...

Pod spodem kilka innych zdjęć z dzisiejszego dnia. Norki z innej perspektywy, drogi spacerowej, już bardziej wyschniętej, bo powrotnej i nieba, na którym pływały obłoczki. Raz zasłoniły prawie całe niebo!


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij