home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-06

Cały dzień na "wysokościach"

Dzień upalny, taki jak poprzedniego dnia, wczoraj udało mi się pójść na spacer,ale już dość późno;] Dziś postanowiłam cały możliwy czas spędzić na budce obserwacyjnej, a nóż, widelec może coś przyjdzie i ukarze się w całej okazałości?;]Zapakowałam się tak, aby nic mi nie brakowało. Czyli ciepłą bluzę, termos z herbatką, stos kanapek i sprzęt obserwacyjny;] Na rower wskoczyłam raz dwa, już długo przed południem, i wyruszyłam. Godzina ciężkiego pedałowania, sprawiła, że nie czułam już się ani trochę spiąca, chciałam trafić na falę przygody,która pozwoli mi poobserwować zwierzęta-miałam nadzieje zobaczyć sarny, a może jelenia, na którego polowali myśliwi?W każdym razie chciałam przeżyć niezapomnianą przygodę;] Zmęczona i zdyszana, zostawiłam swój rower w zaroślach i wdrapałam się na budkę. Rozłożyłam deskę, która przeznaczona jest do siedzenia i obserwowałam. Śladów na polu buraków było dużo, dlatego na pewno jest ich sporo... Czekałam, a godzina mijała za godziną, obserwowałam, ale jedyne co w całym okresie czekania mogłam zauważyć to dwa kruki, kraczące i krążące wokół lasu. Mam złe skojarzenia z krukami i z ich “krążeniem”, dlatego szybko odegnałam owe myśli z głowy, a one jakby kierowane moją podświadomością, uciekły w zupełnie innym kierunku. Jeszcze z trzy razy mogłam je ujrzeć, za nim zniknęły z mojego pola widzenia na dłuższy okres. Czasami dawał się usłyszeć ich głos, ale na bardzo krótko. Cały czas jednak towarzyszył mi odgłos kukania, miłęj pani kukułki! Po kilku godzinach stał się dość denerwujący, jednak nie rozkojażał mnie w czekaniu. Obserwowanie zwierząt jest bardzo ciężkie, potrzeba tu nie lada cierpliwości, której już w godzinach popołudniowych mi zabrakło. Po uważnym rozglądnięciu się, czy moze jakiś zwierz nie nadchodzi zeszłam z budki i poszłam do drugiej, którą widziałam kilkadziesiąt metrów dalej, na skraju pola. Była mniejsza, położona między drzewami z jednym “oknem” na rozległe równiny, które porastał groszek. Tu tym bardziej bym nic nie dostrzegła, jednak trochę dalej ujrzałam następną. Idąc do niej zauważyłam jeszcze więcej śladów niż przy tej, w której dotychczasowo miałam możliwośc stacjonować. Zmotywowało mnie to. Stała w rowie, na szczeście był bez wody. Z jednej strony pole pszenicy z drugiej rzepaku. Ciekawa konstrukcja, widać, ze nowa, po jakości belek;] Troszkę się bałam ustać na kładkę, ale gdy zobaczyłam poręcz przy drabinie, odważyłam się;] W środku była bardzo szeroka ławka, na której można było się nawet położyć, to chyba wersja dla puszystych lesników;] Czystości jednak tam nie zastałam, na podłodze leżały odchody ptaków, zapewne zrobiły sobie z niej kryjówkę przed deszczem, ale jeszcze jedna rzecz,która zaintrygowała mnie. Była to kość. Trochę obłocona, jednak kość. Skąd kość w budce obserwacyjnej? Chyba miłośnik przyrody nie zjadał sobie tam mięsnego obiadu? Na pewno nie, a może jakiś ptak drapieżny? Odchody są... To bardziej by pasowało. Niezłą stołówkę by sobie wymyślił, z dużym stołem;] Bardzo ciekawie było tam, jednak w razie pojawienia się sarny, mój sprzęt nie objałby jej, dlatego powoli zaczęłam wracać do “rodzimej”, jak ją tak czule nazwę, czyli pierwszej do jakiej weszłam;] Szłam ciuchutko, prawie że na paluszkach, czasem przystanęłam przy tropach zwierząt, próbując je odróżnić. Były tam ślady saren, tych mniejszych i tych wiekszych, jakieś lisie i wydaje mi się, że dzika też;] Jednak co do tego ogromnego zwierza z kłami nie jestem pewna;] Las od pól ogrodzony był siatką, za pewne aby zwierzęta nie wychodziły i nie niszczyły upraw, to na nic się niestety nie zdało. Sarny są to bardzo cwane osobniki. Skacząc podziurawiły i powiginały płot, który miał być zabezpieczeniem. Widać było to bardzo wyraźnie. Wskoczyłam spowrotem na budkę i czekałam, aż do późnego wieczora. Byłam ciuchutko, siedziałam jak mysz pod miotłą;] A nawet na szpilkach, zwykły odgłos zrywał mnie do obserwacji, próbowałam dostrzec każdy szczegół, jednak nic się nie zjawiło... Wszystko wskazuje na to, że zwierzyna jest i to dość liczna(ilość śladów), ale nie chętna do tego, aby się ukazać... Minęło bardzo dużo czasu, cały dzień, a ja nie zauważyłam żadnego czterokopytnego osobnika...W tle słychać było pracujący traktor, nawet w niedziele rolnik nie może sobie odpocząć;] Piękny zapach igieł sosnowych, przywiewał wiatr, od czasu do czasu. Mogłam poodychać świeżym powietrzem. Jednak trochę posmutniałam, że cała wyprawa nie przyniosła pożądanych efektów. Należy być optymistą, dlatego cieszyłam się tym, co miałam aktualnie pod ręką. Widokiem Słońa, raz chowającego się, raz wyglądającego zza chmurki i dzielącego się swymi promieniami. Pięknymi i niezliczonymi drzewami, śladami, budkami... Zazdrościłam osobą mieszkającym blisko lasu, mogą być tu codziennie, jak przejeżdżałam, grillowali. No cóż, każdy ma swoje zainteresowania,a ja mogłabym spędzić tam jeszcze noc, brzask i następny poranek, jednak mama się niecierpliwiła, dzwoniła co jakiś czas pytając czy jestem cała i czy jakiś zwierz mnie nie pożar. Śmiać mi się chciało, w końcu zwierzęta boją się nas bardziej niż my ich. Siedząc w budce czułam się pewna. Byłam wysoko, osłonięta z każdej strony, nikt nie mógł do mnie wejść, chyba że jakiś ptak lub owad. Byłam w miarę bezpieczna, choć innego zdania była moja mama, która nakazała mi wprost powrót do domu... Argumentując to późną porą i nie zjedzeniem przez cały dzień ciepłęgo posiłku. No tak, kanapki skończyły mi się już po trzeciej, a tu nadchodzi wieczór, brzuch trochę dokuczał, odzywając się co jakiś czas swoim cichutkim głosem.Pora była wracać, ale z wielką niechęcią to zrobiłam, do tego jutro szkoła... Wróciłam do domu i wcinając gorącą zupkę, opisałam wam to wszystko, co przeżyłam dzisiejszego dnia;]

 

 

A o to owe kruki. Sa to złe ptaki, w bajkach przedstawiane jako złe charaktery, albo “pupilki” czarwonic. Przerażają mnie, ich wielkie dzioby. Padlinożercy... Bryy... Starszne, choć i one są potrzebne w ekosystemie, aby mógł on prawidłowo funkcjonować;]

Pod spodem kilka zdjęc z dzisiejszej wyprawy. Na pierwszym możecie zauważyć szkody saren, czyli zepsute ogrodzenie. Na drugim tajemniczą kość, która znajdowała się w trzeciej budce obserwacyjnej, a na końcu słoneczko, które towarzyszyło mi przez większość tego dnia;]


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij