home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-04

Przecinając wiatr!-"Nasza paczka"

Sam ranek okazał się piękny i słoneczny, choć uświadomił mnie w tym, że zasapałam na autobus, ktorym miałam jechać nad rankiem do budki obserwacyjenj, trudno... Może kiedyś uda się obudzić przed piątą, ale po wczorajszych przygodach byłam wykończona, choć nie smuciłam się przez dłuższy czas, gdyż już po dziesiątej rozbrzmiał odgłos dzwonka w moim telefonie komórkowym-dzwonił Maciek, który oznajmił, że tak wspaniale zapowiadającj się pogody, nie można zmarnować! Kilka telefonów i już o godzinie jedynastej zebraliśmy się na skrzyżowaniu. Nasze ulubione miejsce-rozlewisko-już na nas czekało. Jak już wiele razy wspominałam, jest to niesamowite miejsce, które przyciąga do siebie swoim urokiem. Na dworzu, wśród natury,panowała błoga cisza, którą od czasu do czasu, przerywał śpiewajacy ptak, siedzący wśród gałęzi.Jechaliśmy rowerami, gdyż tak lepiej,może nie zbyt wygodnie skakać na siodełku, gdy wjedzie się na “kocie łby”-bruk, a ja jeszcze z obolałymi nogami po wczorajszej wyprawie, dodatkowym utrudnieniem był wiatr, który dął nam prosto w twarz, a nasze uszy prawie zostały przewiane i strasznie bolały. Ze względu na małe utrudnienia zatrzymywaliśmy się co jakiś czas, aby wziąć chaust powietrza i uzupełnić płyny w oragnizmie, oraz otrzeć łzy i pot z czoła. Wiatr nie jest przyjacielem rowerzystów. Trudno było nam się skupić na szczegółach, ledwo co widzieliśmy drogę, jednak przystanki okazały się bardzo pomocne. W prawdzie nie jest to aż tak daleko, ale wiatr sprawia, że droga staje się 10-krotnie dłuższa i bardziej męcząca. Na przystankach, któych było 4-mogliśmy zauwazyć jak ogromny jest już rzepak. Mogliśmy się w niego schować, przy czym nawet nie musieliśmy kucać, czy się garbić! Teraz trudno byłoby nam zauwazyć sarny, jakby jakie kolwiek były. Rzucił się także temat borsuków, ale wyczytaliśmy w internecie, że wychodzą z nor tylko wieczorem... Więc są nikłe szanse na spotkanie, ale opowiedziałam im o wczorajszych wydarzeniach, a raczej mogli przeczytać je na tym fotoblogu i zaczęła się mała konwersacja na ten temat. Mieszkamy tu niezłe parenaście lat, a nigdy nie mieliśmy okazji ujrzeć jelenia... Moglibyśmy jechać nad tą budkę, jednak zaplanowaliśmy to na później,na inny dzień, o lepszej porze na obserwacje. Rzepak, tak duży, a jednak w niektórych miejscach wacale nie wszedł. Ze względy za pewne na glebe, ilość Słońca itp;] Na owej trasie był całkowity brak drzew, jednak gdy doszliśmy do “glinianki”-drogi tylko ubitej, nie wyłożonej żadnymi kamieniami, płytami, mogliśmy zatrzymać się pod moją przyjaciółką,która już ledwo co ciągnie, wprost się ugina i kruszy-wierzbą. Na owej ścieżce było jeszcze sporo kałuży, a nawet ślady sarny! Szkoda tylko, że tylko jej... Nie zauważyliśmy działalności lisa, czyżby się stąd wyprowadził? To bardzo możliwe, ostatnio wiele osobników tego gatunku przenosi się w inne miejsce, bradziej w stronę Elbląga, na tamtejsze pola, te stały się “pastwiskiem” saren, choć i one wolą niższe zboża niż rzepak i przeniosły się w stronę lasu w Janowie, czyli jakiś kilometr od drugiego brzegu rozlewsika. A jak wyglądało rozlewisko? Zarosnięte i to bardzo wysokimi pokrzywami, na szczęście my mamy specjalne przejście, takie ukryte, przy którym nie było ich tak dużo;] Troszkę się poparzyliśmy, ale daliśmy radę i już po chwili leżeliśmy plackiem nad wodą. Tu o dziwo wiatr nie dął, było bardzo ciepło, upalnie, za gorąco... Rozłożyliśmy się i mogliśmy opalać, ale to nie w moim stylu. Musiałam zaobserwować cóż się dzieje w owym miejscu. A i miałam zmartwienie. Woda w rozlewisku się podniosła, brzeg namókł... Mam nadzieję, że tylko tyle z tego wyjdzie, że nie zaleje pobliskich domów, gdyż owe miejsce połączone jest z rzeką Nogat,a ta jest natomiast odnogą Wisły, która, jak wiemy, sprawia ostatnio sporo kłopotów...Przy sprawdzaniu brzegu, pomijając buty całe umurusane w błocie, dostrzegłam żabki. Małe, zielone żabki, które zaczęły rechotać. Najpierw bardzo cichutko, a później tak głośno, że usunęłam im się z oczu. Obok latały ważki, których było bardzo dużo, ale były strasznie płochliwe. Więcej nie zauważłam żadnych zwierząt, pomijając muchy i komary, które dokuczały nam od samego wyjazdu, w czasie obchodu. Pomimo małych przerw, na “plotkowanie” puszczałam kaczki na wodzie;] Oczywiście nie takie prawdziwe. Rzucałam kamienie, które miały się odbijać od tafli wody i tak fajnie skakać, jednak ja nie mam w tym wprawy. Rzucony kamyk robił Blum i tonął, pozostawiając tylko prążki na wodzie,które się rozchodziły, przemieniąjąc się w co raz większe i większe, aż wkońcu nikły...Mimo moich usilnych starań, nie wyszło mi ani razu... Poruszałam tylko raz taflę wody. Zrezygnowana usiadłam i patrzyłam jak robią to moi przyjaciele,jednak to też nic nie dało. Ich kamyki skakały po tafli, niczym żabki, czasami myślałam,że wogóle nie dotykały wody, ale prążki się robiły... Znudzona tym wszystkim odwróciłam głowę w lewo i zauważyłam dwa ptaki w oddali. Były to dość ogromne ptaki, chciałam zrobić im zdjęcie, ale sprzęt nie jest najlepszy... Nie objął nawet ich konturów... Szkoda, bo wyglądały na jakieś drapieżne i były o wiele większe niż jastrzbie! Może jeden z nich to ten,który był w lutym u mnie na podwórku i dokarmiał się u mego psa? Nie wiem, nie byłam w stanie rozpoznać ich tylko po zarysie... Godzina mijała za godziną, nie spotkaliśmy tam ani Pana Bobra, ani Pani Sany, ani także Kuny! Jedyne co nasunęło nam myśl, to zakwit glonów! Oznacza to,że woda jest zbytnio urzyżniona i się nie dziwie. Dużo deszczy, które wypłukały nawozy z okolicznych pól, wszystko wpłynęło do rozlewsika. Może zwierzęta się wyniosły, gdyż bark pokarmu-ryb,które zmarły z braku tlenu? Nie byliśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie, nie trudnimy się wędkarstwem, a żadnych wędkarzy nie było tu, nawet starszego pana,którego miałam okazje poznać;] Gdy czas tak uciekał my rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Pora jednak na powrót, Monika jutro jedzie na Mazury, szczęściara,musiała się spakować. Więc nie chcąc jej opuszczać i pozowlić jej przeżyć przygodę, jaka może ją spotkć nawet na prostej drodzę, pojechaliśmy z nią... I tak zakończyła się wyprawa nad rozlewisko,która pozwoliła nam odpocząc i nabrać sił na reszte tygodnia i oby było w te dni tak słonecznie, jak dziś-tylko bez wiatru...

 

 

A tak świeciło dziś Słońce nad rozlewiskiem, wręcz oślepiało. Jednak lepiej gdy jest i tak mocno grzeją jego promienie, niż żeby go nie było;]

Pod spodem kilka zdjęć z owej wycieczki. Pierwsze przedstawia jedną z żabkę, która wesoło rechotała, zmieniając swoją tonacje. Drugie mnie, puszczającą nieudane kaczuchy, a ostatnie efekt jaki z owego puszczania wychodził...


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij