home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-06-03

Budki obserwacyjne=budki myśliwskie?

Dzień słoneczny, upalny i duszny, jak co roku w Boże Ciało. Procesja udana, długa i strasznie męcząca, jednak nie zniechęciła mnie do wycieczki rowerowej. Wręcz nabrałam na nią straszliwej ochoty! „Wszyscy zapewne siedzą przy rodzinnym stole, obrzerając się wynkwintymi, świątecznymi daniami-a raczej obiadem. Nie będzie wielkiego tłumu, więc jak wróce po pas w błocie, nie będzie „siary”. Z resztą, co się przejmować innymi, grunt to przygoda!” Owe motto zmotywowało mnie, aby wyjechać do lasu! Wczoraj padało i to dość mocno, gdyż leśne ścieżki stały całe w wodzie. Rower zatapiał się w kałużach, a ja po kolana w brązowej mazi. Ah, no cóż, nie przeszkadzało mi to wcale, gdyż godzinną drogę nie przebyłam po to, aby się teraz wrócić! Troszkę jazda mnie zmęczyła, a jechałam dość wolno. W pewnym momencie stanęłam i przypatrując się pewnemu znaku, znieruchomiałam.”Zakaz wstępu do lasu!” No i fajnie... Znak trochę przekrzywiony, chyba stoi tu już od dość dawna, dobrze, jak nie pozwalają, trudno. Cofnęłam się trochę i już miałam jechać w stronę mojego domu, lub innej części tego ekosystemu, gdzie nie ma zakazu, gdy zauważyłam dróżkę biegnącą koło lasu. Pomyślałam-„Droga nie w lesie,więc zakaz nie obowiązuję”. Zdziwiło mnie także, że na polu jeździł traktor, ale cóż, nie każdy uznaje dzisiejsze święto. Weszłam w ową, polną drogę i o mało co się w niej nie utopiłam. Podnosząc głowę wysoko dostrzegłam:Budkę obserwacyjną! Powiem szczerze, że nigdy nie miałam okazji wejść na taką... Zawsze się bałam, że spadnę, albo sobie coś zrobię. Ale byłam wtedy mała, a tamtejsze budki były mało stabilne, a ta wręcz odwrotnie-stała jak głaz! Skakałam przez kałuże, aby jak najszybciej się tam dostać. Hop, hop! Błoto tryskało spod mych butów i kół roweru. Szybkim ruchem postawiłam swojego „odrzutowca”-szosówkę, damkę, która nie zbyt sprawdzała się w błocie, w pobliską trawę, aby w razie nadjechania pojazdu, nie zawadzała. Ale w tym momencie kogoś wystraszyłam... Z zarośli wyskoczyła myszka polna. Najpierw wróciła się spowrotem, a nastepnie, po minucie, przeskakując, pobiegła na drugą stronę ścieżki. Troszkę głupio mi się zrobiło, że nie pomyślałam o tym, ale odwróciwszy wzrok w lewo zauważyłam wspaniałą konstrukcje,która służy do podglądania zwierząt! Szybkim susem przemieściłam się przez pole pszenicy, i przeszłam do pola buraków. Już na samym wejściu było dużo śladów saren i... podobnych do kocich, może lisa? Jakoś mało jestem zorientowana. Były wielkości kocich, więc chyba lisie;] Bo rysi raczej tu nie ma, a ich łapy są duże, żbików też... Zostaje lis! Bardzo mnie to uradowało. Tyle tropów i to tak blisko budki, szkoda, że nie było w tym czasie żadnego stworzenia na polu, byłoby cudowne zdjęcie! Postanowiłąm jutro, jak wstanę, podjechać tam autobusem i nacykać pięknych fotek, może się uda,choć sprzęt jest nienajlepszy. Jednak były tak blisko, centralnie pod budką! Schyliłam się, aby zobaczyć czy są mokre. Niektóre były! Zwierzęta musiały być tu niedawno! Super! Jednak zauważyłam coś, co niekomponowało się ładnie z odcieniami brązowego pola. Coś czerwonego?Jakaś petarda?! Wzięłam do ręki, choć nie można takich rzeczy brać, jednak jestem dość impulsywna i ciekawość mnie kiedyś zgubi, jednak to nie była petarda! Namalowany był na owym pudełeczku jeleń! Krew zabuzowała  mi w żyłach, a łzy stanęły w oczach! To był nabój! Do tego pusty, znaczy,że ktoś go wystrzelił, a opakowanie zostało. Wnioskując, jeleń nie żyje.... Wzięłam go do plecaka, aby zapytać się rodziców jak to działa... Jest to duże opakowanie aż 7 cm! Na złotej końcówce napisane jest „Pionek”, tata wytłumaczył mi, że jak wkłada się to do broni, strzelba uderza w pionek, a nabój wylatuje, opakowanie wypada z broni... Może był odstrzał? Jednak w tych lasach jest mało zwierzyny, żadko co ją widuję, jakby było dużo to bym to zauważyła... Jednak najgorsze jest umiejscowanie owego myśliwego! Jak można go tak nazwać. Myśliwy strzela z budki obserwacyjnej! Co to za myśliwy! Nie umnie podejść zwierzyny, idzie na łatwizne! Dla mnie jest to chore... Tylko człowiek potrafi cieszyć się  z zabijania, zwierze robi to aby przeżyć... I teraz co mają powiedzieć obserwatorzy? Wiadomo, że zwierzyna nie chętnie będzie podchodzić do owego miejsca, jak zostanie wystraszona! Zrazi się do niego! A budka stanie się tylko elementem krajobrazu... Może dlatego, byłam tam około godziny 20, zwerzyna powinna być, gdyż najczęściej widuje się ją nad ranem 5 godzina i wieczorem, nie mogłam żadnej zauważyć? Odstawiłam owe myśli na bok, napiszę na erysiowym forum, chętnie dowiem się czy budki obserwcyjne sa także dla myśliwych i  dlatczego? Otarłam oczy mysląc iż taki myśliwy mógł spódłować! I oby tak się stało...Skupiłam się bardziej na zdobywaniu „Mont Everestu”. Budka była dość wysoko... Nogi ugieły mi się, ale dałam krok w górę, po drabinie i następny i następny. Po kilku minutach byłam już na górze! Aż dech mi zaparło, warto było się przełamać, widok niesamowity! Słońce powoli już zachodziło, niebo stawało się złociste od blasku naszej, ukochanej gwiazdy. Jednak zwierząt nie ma, siedziałam tam około godziny! Jednak nie widziałam ani jednego osobnika... Schodzenie okazało się gorsze od wejścia. Duże przerwy między szczeblami  stały się nie lada wyzwaniem,ale na szczęście się udało. Bym została dułużej, ale było dość ciemno, a droga daleka, pora wracać... Tak też wyglądała moja wyprawa do lasu. Troszkę smutna, ale pouczająca. W lesie była cisza, ptaki śpiewały, nie było słychać żadnych strzałów, owe polowanie musiało być dość dawno, bo nawet nabój nie pachnie ani trochę siarką, którą jest nabity... Muszę dowiedzieć się więcej o tej sprawie. A i jeszcze podpatrzeć jelenie, jak nabój był przeznaczony dla nich, to musza gdzieś tu być! Szkoda, że nigdy nie go nie widziałam, ale teraz zaprę się i ujrze go, może w owej budce!

 


Wszystkie napisy jakie się na nim znajdują, może są istotne do rozwiązania zagadki:Made in Poland, 6,2,50mm narysowany jeleń, podpisany fam, 70=to długość pocisku.

A tak wygląda znaleziony nabój! Jego czerwony kolor rzuca się w oczy, tak samo jak bykowi! Na brązowym tle pola, oprócz śladów, nie miło go znaleść... Nikomu nie życzę tego. A szczególnie nie życze zwierzęciu... Jak mogłam nie zauważyć, nie usłyszeć nawet, o nadmiaru zwierzyny, jak owy był...Żadnego komunikatu nie zauważyłam... Czyżby moja wada wzroku aż tak się powiększyła?Jutro popatrze po tablicach, może jeszcze będzie?Choć myslę iż było to dość dawno...


Pod spodem kilka inncyh zdjęć z wycieczki, tych bardziej miłych, może oprócz zakazu wejścia do lasu,trochę się już przekrzywił, wydaje mi się, że był tu już od tamtego roku, ale moge się mylić, gdyż wjeżdzam przeważnie z drugiej strony lasu,dziś tak wyjątkowo z tej;]Na pierwszej fotce budka,mały „Mont Everest”,na drugim zdjęciu znak leśnictwa Janowo;] A na końcu owy zły znak zakazu...


 

Komentarze (1)

~Marcin 10.01.2016 08:25:01
To normalne działanie myśliwych, przez pewien okres przed planowanym odstrzałem zwierząt wysypują atrakcyjne pożywienie dla zwierzyny, aby zwabić w pobliże ambon strzeleckich, a następnie przeprowadza się egzekucję skazanych przy obiadku , z prawdziwym polowaniem nie ma to nic wspólnego !!!

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij