home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-05-26

Słońce na przemian z wiatrem;]

Dni robią się co raz dłuższe, noc zapada już koło dziesiątej wieczorem,co jest w porównaniu z zimowymi dniami nie lada sukcesem. A jak dziś? Słońce wychodzi za chmurki, ale minuty później znów się za nią chowa. Wiatr wieje, ale ranek był zupełnie inny, pomijając podmuchy powietrza, przeszywające ciało. Wody jak na razie nie ma, jest sucho, a powdódź ustaje, wczoraj na rzece w Tczewie było aż 10 metrów! Co mogło snuć obawy... Jednak wszystko dobrze się skończyło;] Żadnych wiadomości o epidemii nie ma, stres powoli opada, jest dobrze. Należy teraz zmobilizować siły i zacząć odbudowywać tereny, które zostały dotknięte tym kataklizmem. Należy odbudowywać nie tylko swoje gospodarstwa, ale także otoczenie, przyrodę. Szargana tymi myślami,musiałam iść do szkoły, gdzie kolejny nudny, siedmiogodzinny ciąg lekcji... Jednak po owym męczącym czasie, mogłam pozowlić sobie na spacer. Powolny, nie zbyt długi spacer. Wiatr rozwiewał mi włosy i nic przez nie nie widziałam, choć czasem udało mi się jakoś ogarnąć. Przyroda żyje już pełnią swoich możliwośći. Liście dające w pełnym stopniu cień, prowadzą już w sobie fotosynteze i dostarczają nam tlenu. Kwiaty niektórych drzew opadły. Tak idąc i idąc, podziwiając rozrastanie się natury, panów koszących swoje działki koło posiadłości, panie pielące ogródki i dzieci próbujące łapać motyle, zauważyłam, dość daleko na polu bociana. Po chwili drugiego, a za moment były już trzy;] Bardzo się ucieszyłam, że aż tyle ich jest. Wiedziałam, nawet miałam okazje obserwować we wcześniejszych latach, że jest ich tak dużo. Długo nie mogły dolecieć na północ z ciepłych krajów, ale na dzień obecny liczebność ich zgadza się z ubiegłoroczną;] Świeże powietrze pachnące ostatnio moim ulubionym zapachem, rzepakiem. Cisza, spokój, bez samochdów-można wypocząć.Zrobiszwsy rundkę dookoła miejscowości, postanoiwłam zobaczyć co w trawie piszczy koło mego ogródka. Zrzuciłam ciężki plecak, od krtórego na pewno nabawie się skoliozy, i znów wyszłam na dwór. Od razu podchnęłam się o pewny kokon. Powiem wam iż przypominał on gąsienice, albo kokon, który znalazłam koło szkoły-brzozy. Ten jednak nie należał ani do jednego, ani do drugiego, tylko do drzewa, którego owoce są bardzo pyszne-orzecha włoskiego! Właśnie jego kwiatki przekwitają i opadają, a na podwórku jest nie lada bałagan,którego zamiataniem zajmuje się wiatr;] Przerzucjąc owe kokony z jednej strony podwórka na drugą. Mój kot zafascynowany owymi rzeczami zeskoczył z ławki aby się pobawić- a może myslał, że to mysz? Kot jest łowcą, dzikim łowcą, którego instynktu nie mozna przewidzieć, dlaego nie nadaje się na wyprawy, tylko koło domu. Zastanawiałam się kiedyś cóż by zrobił w lesie? Udawał żbika czy rysia? Tak samo jak psów, tak i kotów nie można prowadzać w lesie bez specjalnych zabezpieczeń. Stwarzają niebezpieczeństwo dla życia lasu, jak i może okazać się to niebezpieczne dla nich. Mój jednak nie chciałby nigdzie się ruszać. Jest straszni leniwy. Powąchawszy ową, nową rzecz, stwierdzając, że nie jest to nic do jedzenia, wskoczył spowrotem na ławke, gdzie łapał promienie słoneczne, których było bardzo niewiele. Usiadłam razem z nim i zaczęłam się zastanawiać, nad tym, co ostatniego czasu powiedziała mi moja koleżanka Monika-ta od przygód ze zranionym psem i wnykami;] Lubię z nią rozmawiać, uświadamia mi wiele rzeczy. Opowiedziała mi historię o zwalonym z drzewa gnieździe. Jest bardzo odważna, a było to tak. Pewnego dnia wyszła, jak prawie co dziennie na spacer do lasu, a bardziej szczegółowo, na łąke koło niego. To nie jest normalna łąka, można by ją nazwać taką małą polaną, gdzie rośnie kilka drzew na krzyż. Chodziła po niej bez celu, podziwając co się dzieje,ale też kontrolując czy wszystko jest w pożądku. Jest takim pomocnikiem leśnika,choć nie formalnie;] Nie dopytałam się kiedy to dokładnie było,ale myślę, że na początku lata, kiedy ptaki składają jaja. Zauważyła leżące ptasie gniazdo, a w nim jaja. Było zrzucone z drzewa, a za pewne ptasia mama latała gorączkowa nad nimi, jakby nie widziała co się stało. Bardzo się denerwowała, trzepotała skrzydłami, wydawała charakterystyczne dzwięki. Monika, wiedziała, że dzieje się coś złego.Jednak pamiętała zasade, że nie należy brać jaj do ręki, ale gniazdo chyba można, aby zawiescić je tam gdzie było?Zmobilizowała się bardziej do działania, gdy do gniazda podszedł lis! Chciał wykraść jaja, pani mama walczyła,ale sama nie dała by rady. Moja koleżanka zachowała “zimną krew”. Nie chciała patrzeć na krzywdę, chciała zmienić bieg natury. Kierowana instynktem pomocy, wydała z siebie dogłos szczekania(a naśladuje go bardzo dobrze) lis, za pewne mysląc, że to psy myśliwych, uciekł zostawiając gniazdo w spokoju. Ufff,jeden problem z głowy, ale nie można tak zostawić gniazda. Podeszła powoli, martwiąc się czy jak weźmie gniazdo do ręki samica to wyczuje i porzuci jaja, ale będzie gorzej jak zostaną zjedzone. Narwała trochę trawy, i przez nią wzięła gniazdo, które zaiwesiła na drzewie. Obrała punkt gdzie najprawdopodonbiej mogło ono wisieć(kawałki trawy wisiały pomiędzy gałęziami). Oddaliła się kilka kroków, patrząc i stresując się czy matka przyleci. Ufff.. Po kilkunastu minutach usiadła na swych jajach. Monika odetchnęła z ulgą. Dla mnie było to niesamowite. Sama nie wiem jak ja bym zachowała się w takiej sytuacji. Monika dobrze postąpiła. Nic się złego nie stało, a ptaki, które się wykuły, są już duże i zakładają swoje rodziny. Myślałam o tym dośc długo, jednak ciesze się, że wszystko dobrze się skończyło. Wstałam i rozprostowałam kości.Moja głowa zachaczyła o coś, lekkiego. To była pajęczyna. Na szczęście nie zerwałam jej, ale żadnych much nie było na niej. Pająk ma post;] Zrobiło się dość późno, a jutro szkoła... Tak, trzeba wracać i odrobić zadania, które pani matematyczka zadała, będzie apokalipsa...A nawiązując do wcześniejszej notki i roślinki w wodzie, jeszcze nie wypuściła korzeni... Muszę dalej cierpliwie czekać;]

 

 

A tak wygląda owy kokon-kwiat, który przekwitł, orzecha włoskiego. A wy byście pomylili to z czymś innym?

Pod spodem kilak zdjęć z dzisiejszego dnia. Pajęczyny, którą na szczęście nie uszkodziłam. Liścia, który prowazi tak ważną dla człowieka fotosynteze i mojego leniwego kota, który łapie swoim futrem promienie, wygrzewa się.

 


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij