home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor zieloona   data 2010-04-24

"Jestem wędrowcem w zielenii przejżystej"-rajd nad nadbrzeże

Dziś rajd! Wstałam już o 6, gdyż pociąg miałam za 10 ósma. Już spakowana,gotowa do wyprawy, gdy zobaczyłam, że za oknem pada... Ale razem z tatą i członkami koła nie przestraszyliśmy się i pojechaliśmy na rajd organizowany przez PTTK(Polskie towarzystwo turystyczno-krajoznawcze).Póżniej już się rozpogodziło i mięliśmy piękną pogodę! Ja jednak nie wiedziałam,gdzie się wybieramy... Miały być organizowane tam różne konkursy, ognisko, nawet grochówka i chleb ze smalcem(ale tego na pewno nie będę jadła-powiedziałam...), a co najważniejsze aż 7 kilometrów przejścia przez las! Tyle udało mi się wywnioskować z cichych rozmów... Gdy dojechaliśmy do Elbląga, wsiedliśmy w tramwaj i podjechaliśmy przed budynek PTTK, gdzie czekał na nas autobus. Właśnie w nim pan przodownik(osoba,która przeprowadza grupę turystów przez jakieś krainy geograficzne) nie mylić z przewodnikiem!(oprowadza po jakiś muzeach,zabytkach) powiedział, że jedziemy nad nadbrzeże, koło Zalewu Wiślanego, jednak nie jest to tylko przyrodnicza wycieczka,ale też historyczna, mięliśmy wziąć udział w mszy świętej poświęconej ofiarą obozu koncentracyjnego w Sztutowie. Bardzo się ucieszyłam,tata wiedział o tym dobrze, dlatego miałam niesamowitą niespodziankę. Zawsze marzyłam, aby pojechać nad Zalew,ale nigdy nie było czasu, teraz moje marzenia się spełniły! Pełna ochoty na wędrówki kręciłam się na fotelu pytając   pana przodownika o wiele różnych rzeczy. Na przykła dowiedziałam się,że na wysoczyźnie Elbląskiej występuje bardzo licznie jeleń sika przywieziony z Azji na przełomie XVIIIw. Autobus się zatrzymał, wysiedliśmy w Pruchniku, gdzie ustwiliśmy się przy kościele. Tam dowiedziałam się jak powstał, jakie  są legendy z nim związane i jak mamy zachowywać się na całej trasie. Gdy padła nazwa "czerwony szlak" bardzo się przestraszyłam. Nigdy nie  szłam czerownym,zawsze wybierałam zielone. Trasa okazała się bardzo trudna, ale bardzo piękna. Widoki aż zatrzymywały bicie mojego serca. Szłam krok w krok za przodownikiem, aby móc zadawać wiele pytań. Później już sam wiedział, że bardzo   uważnie go słucham toteż opowiadał mi o wszystkim bez zapytania. Okolice były przepasane jarami(wydłużone zagłębienie o  głębokim dnie i wąskich zboczach) toteż trzeba było zachować szczególną ostrożność i iść jeden za drugim. Dzielnie się trzymałam dopóki nie trzeba było wejść pod bardzo stromą górę...Astmatyk trochę się zmęczy,ale zziajana postawiłam z dumą nogę na jej szczycie. Póżniej raptowne zejście  w dół i przeszkoda-strumyk... Musimy się przez niego przeprawić-padło zdanie. Każdy przy pomocy opiekuna przeszedł na drugą stronę bez problemu,w całej trasie jeszcze 2 razy musieliśmy podobny manewr wykonać. Grupa była zdyscyplinowana,choć głośna... Właśnie przez nich nie zdążyłam zrobić zdjęcia zającowi,który przebiegł 50metrów dalej. Zaczęli krzyczeć na jego widok,za co dostali burę od przodownika. Powiedział, że takie zachowanie jest karygodne, że zwierzak mógł dostać zawału serca itp:) Szliśmy dalej, między jarami,później ściętymi drzewami,które czekały aby ktoś je kupił i przerobił na coś pożytecznego. Przy jednym z wielkich konarów urządziliśmy przerwę, aby się napić i najeść. Tu dowiedzieliśmy się, że między   dwoma wałami jest mała przestrzeć, najprawdopodoniej była tam osada Pruska! Trasa wiodła 7 kilometrów,toteż dość szybko się schończyła, jak dla mnie, ale to nie koniec! Dotarliśmy pod pomnik, upamiętniający ofiary obozu w Sztutowie. Tam odobyła się masza polowa(pod gołym niebem), w której porządku pilnowali żołnierze i policjanci. Bardzo podobała mi się zmiana warty,a i ksiądz ciekawie wypowiadał się na temat historii. Po ukończonej modlitwie złożyliśmy kwiaty i poszliśmy na polanę . Dawano tam grochówkę i chleb ze smalcem,jak wcześniej się dowiedziałam, można było podbić punkty w książęce PTTK, ja jednak jej nie miałam, muszę ją założyć. Zaczęły się konkursy. Już wcześniej zgłoszone były osoby,toteż ja  nie mogłam w niczym wziąć udziału... Ale moje koleżanki zajęły 1 miejsce w historycznym i 3  w krajoznawczym. Był też konkurs na piosenkę wędrowną, ale tu już wszyscy dostali nagrody. Przy ognisku przez  cały czas stały osoby starające się upiec kiełbaskę. Jednak impreza dobiegała końca... Szkoda bo bardzo polubiłam to miejsce i koniecznię  muszę tu wrócić! Powrót odbył się tak samo jak przyjazd,tylko że  z pełnymi plecakami nagród i z obolałymi nogami...

Tak wygląda znaczek,jaki każdy uczestnik otrzymał wraz z kartą uczestnictwa. Czekam na następny rajd,który będzie już w maju! Tym razem do Fromborka...;)

Pod spodek tylko kilka zdjęcz tegopięknego wypadu. Szkoda,że nie mogę ich zamieścić więcej, może w następnej notce. Możecie zobaczyć na zdjęciach uczestników,wojsko oraz próbę przeprawienie się przez strumyk:) Zachęcam do takich wypadów, zwaszcza że kosztuje nas tylko przejazd!

 


 

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archwium

2010 (188)
luty (51)
marzec (43)
kwiecień (40)
maj (31)
czerwiec (23)
Oceń blog

Ilość głosów: 906
Średnia ocena: 6.54

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij